Pozostałe prace konkursowe

Jagna Sztuchlik
klasa IV

Ciocia Hania, siostra babci, rozpoczęła edukację w 1955 roku. Bardzo lubiła matematykę i wychowanie fizyczne. Uczyli się różnych prac, np. szycia, wyszywania, robienia na drutach. Szkoła nie była jeszcze tak rozbudowana jak obecnie, liczyła tylko trzy sale. I klasa uczyła się w jednej z sal, a II i III uczyła się w drugiej. Klasa IV i V uczyła się w sali trzeciej. Jak pani uczyła klasę II, to III miała wtedy ciche zajęcia, najczęściej pisemne. Mieli w tej szkole tylko dwóch nauczycieli. To była pani Wadowska, która uczyła klasy od I do III i pan Raszka, kierownik szkoły, który uczył kl. IV i V.

Pan Raszka był już starszym panem i zdarzało mu się przysnąć na lekcji. Wtedy były śmiechy i różne wygłupy. Za to pan karcił, trzeba było wyciągnąć rękę i linijką po dłoni „poczęstował”. Babcia też dostała, ale patykiem, który nazywano lentrop.

Mimo biedy, braku internetu, telewizji i komórek miło wspominają lata spędzone w szkole.

W szkole obowiązywały fartuszki, plecaki były z „papendekla”, czyli z tektury.

Następne klasy edukacji kończyły się w Goleszowie – tam już były lepsze warunki.

Grzegorz Gawlik
klasa IV

To wspomnienia mojej babci, która uczęszczała do tej szkoły ponad 50 lat temu w latach 1964-72.

Babcia opowiadała mi, że było ich w klasie 23, mieli ławki łączone z krzesłami, maczali pióra w kałamarzach i pili każdy dzień tran, co babci bardzo nie smakowało.

Były to dawne czasy, ale mi się wydaje, że lepsze niż teraz, bo dzieci mogły chodzić do szkoły i spotykać się z przyjaciółmi.

My żyjemy i uczymy się w trudnych czasach, mamy zdalne nauczanie, nie możemy spotykać się z przyjaciółmi.

Marzę o tym, aby ten wirus się skończył.

Julia Różnicka
klasa IV

Mam na imię Julia Różnicka, uczęszczam do Szkoły Podstawowej w Bażanowicach. Szkołę tę rozpoczęto budować w 1894 r. jako publiczną dla chłopców i dziewcząt. 1 marca 1895 r. rozpoczęto naukę w nowej szkole.

W 1965 r. nastąpiła reforma nauczania i utworzono klasy I-VII. Od roku 1967 działały klasy I-VIII. Wejście główne mieściło się od strony drogi Cieszyn-Ustroń. Do szkoły wchodziło się po 15 schodkach, których fundament można zobaczyć jeszcze dziś.

Do tej szkoły (która mieściła się w starej części – obecne przedszkole) chodził mój pradziadek Jan Martynek, moja babcia Krystyna Martynek oraz jej rodzeństwo: Józef, Janina i Stanisław.

Babcia Krysia poszła do I klasy w 1962 r. Jej klasa liczyła 14 osób: 6 chłopców i 8 dziewczynek. Szkoła posiadała 2 sale lekcyjne, toalety oraz bibliotekę, w której również prowadzono zajęcia. Zajęcia wf-u odbywały się na korytarzu lub jeśli była ładna pogoda na zewnątrz. W zimie dzieci zjeżdżały na sankach z Goruszki lub jeździły na łyżwach po zamarzniętej Bobrówce.

W szkole nie było bieżącej wody ani kanalizacji, a piece kaflowe, obsługiwane przez palacza, ogrzewały pomieszczenia w chłodne dni. Woda do mycia była pobierana ze studni i przelewana do misek,w których uczniowie w razie potrzeby mogli umyć ręce. Toalety były drewniane. Nie było stołówki ani kuchni. Sale wyposażone były w tablice i kredę, mapy oraz ławki. Dzieci w klasach od I do III korzystały z elementarza oraz ćwiczeń. Pisało się ołówkiem lub piórem maczanym w kałamarzu. Dziewczynki chodziły w fartuszkach, a chłopcy w bluzach obowiązkowo. Dzieci w szkole przechodziły przegląd zdrowotny oraz szczepienie obowiązkowe, które przeprowadzał lekarz z Goleszowa. Dostawały również tran, szklankę mleka oraz jabłka. Starsze dzieci jeździły pociągiem na wycieczki, na przykład do Zakopanego lub Szczyrku.

W szkole na święta był Mikołaj, choinka i drobne upominki. Sensacją był zakup przez dyr. Gawłowskiego czarno-białego telewizora, na którym dzieci mogły oglądać programy edukacyjne i filmy w ramach lekcji.

Dyr. Gawłowski bardzo starał się o jak najlepsze wyposażenie szkoły, przyczynił się do jej rozbudowy oraz mobilizował młodzież, by kontynuowała naukę w średniej szkole.

Były to ciężkie czasy, w domach była bieda, ale babcia Krysia i jej rówieśnicy lubili chodzić do szkoły.



Nadia Piękny
klasa IV

Mój tata chodził do szkoły w Bażanowicach w latach 1984-1992.

Zajęciami pozalekcyjnymi było harcerstwo i SKS. Nie było zajęć komputerowych, wdż, j. angielskiego, j. niemieckiego.

Mój tata należał do harcerstwa. W wakacje razem ze swoją drużyną wyjeżdżali na obozy, na których zdobywali różne sprawności. Podczas ważnych uroczystości państwowych harcerze składali kwiaty i pełnili wartę honorową przy pomnikach. W okresie zimowym harcerze dokarmiali dziki, zbierając dla nich kasztany i żołędzie.

Filip Brudny
klasa VI

Mój tata chodził do naszej szkoły w latach 1986-1994. Wtedy było osiem klas szkoły podstawowej i oceny od 2 do 5.

Ulubionym przedmiotem taty była praca techniczna. “Uczyliśmy się szyć, wyszywać czy cerować. Uczyliśmy się pisma technicznego i robiliśmy karmnik dla ptaków”, wspomina. Największy problem tata miał z językiem polskim (…)..

Nie było zajęć komputerowych i możliwości pisania na komputerze. Pisało się tylko w zeszytach piórem. Były organizowane zbiórki żołędzi dla dzików.

W szkole był SKS. Inne zajęcia dodatkowe uczniowie organizowali sobie sami, np. zimą na Goruszce, nad Bobrówką i na boisku przy Lipiu, a w zimie na Babulowym Stawie. Było głośno i wesoło. Często droga do domu była bardzo długa, a w domu czekała afera z rodzicami. “Wracaliśmy najczęściej brudni, przemoczeni i zmarznięci, zwłaszcza w zimie, gdy było dużo śniegu i mroziło. Aż miło wspominać…”

W tamtych czasach szkoła uczyła myśleć, czego brakuje w dzisiejszej edukacji, która uczy głównie rozwiązywania testów.

Nad zachowaniem uczniów czuwał wskaźnik do mapy pana od geografi. Był bardzo skuteczny – uczył dyscypliny i szacunku do nauczyciela, czego dziś w szkole nie ma.

W szkole nie było pedagoga ani psychologa.

Julia Ciapka
klasa VI

Na temat dzieciństwa w naszej szkole rozmawiałam z tatą, który chodził do szkoły w latach 1986-1994 i wujkiem.

Ich ulubionymi przedmiotami były matematyka oraz muzyka, a znienawidzonymi biologia i fizyka. Zajęcia dodatkowe były, aczkolwiek mój tata nie brał w nich udziału, wolał spotykać się z przyjaciółmi.

Nauczyciele w tych czasach byli surowi i mieli większe prawa do dyscyplinowania uczniów. Często zdarzało się ciągnięcie za ucho lub włosy, bicie linijką po otwartej dłoni było na porządku dziennym. Oczywiście uczniowie nie byli tacy niewinni, często zdarzało im się robić psikusy nauczycielom albo sobie nawzajem.

Tata opowiadał mi, jak przy odpowiedzi ustnej jednego z ich paczki, reszta zdjęła mu spodnie. Z kolei nauczycielka wujka usiadła na szpilkę położoną na krześle.

Wraz z końcem tygodnia spotykali się na nocowania, ogniska.

Klaudiusz Franek
klasa VII

Mój tata chodził do naszej szkoły.

Zajęcia dodatkowe były takie jak: SKS, nauka tańca towarzyskiego, kółko fizyczne i matematyczne. Nauczyciele stawiali nas do kąta, wyrzucali z klasy, jak przeskrobałeś coś na lekcji, bili (…), ciągnęli za włosy albo uszy. Nie mogliśmy używać kalkulatorów na matematyce, nie było komputerów ani internetu, korzystaliśmy z encyklopedii książkowych.

Nauczycielowi spuszczaliśmy powietrze z kół w rowerze albo wykręcaliśmy świecę zapłonową w motorowerze.

Ulubiony przedmiot to oczywiście wf oraz fizyka.

Oliwia Jaworska
klasa VII

Byłam dzisiaj u mojej babci na obiedzie i zadałam jej kilka pytań odnośnie naszej szkoły w Bażanowicach, na które bardzo chętnie mi odpowiedziała. Babcia Ania rozpoczęła naukę w 1961 r., wychowawczynią jej klasy była pani Wadowska, a dyrektorem był pan Józef Gawłowski.                                                                                                                             Zauważyłam wiele różnic w edukacji i życiu szkolnym wtedy i teraz, np. to że uczniowie nosili obowiązkowo fartuszki (granatowy z białym kołnierzykiem) oraz to, że nauka w podstawówce trwała 7 lat. Najbardziej zaskoczył mnie fakt, że kiedyś uczniowie musieli chodzić do szkoły w sobotę!

Moja babcia nie miała ulubionego przedmiotu, ale powiedziała mi, że kiedyś nie było lekcji informatyki oraz języka angielskiego, uczyli się języka rosyjskiego oraz mieli zajęcia praktyczne, na których dziewczynki szydełkowały, a chłopcy robili np. karmniki. Lekcja religii odbywała się w kościele, a nie w szkole.

W tamtych czasach uczniowie naszej szkoły nie mieli obiadów, dostawali jedynie kubek ciepłego mleka i to tylko w zimie oraz każdego dnia musieli pić łyżkę tranu. Babcia twierdzi, że uczniowie w tamtych czasach byli bardziej zdyscyplinowani i nie pyskowali.  Wspominała również, że nauczyciel śpiewu bił uczniów gałązką po dłoniach, gdy nie pamiętali nut. Częstą karą było ciągnięcie chłopców za ucho.

Moja babcia nie ma zbyt wielu zdjęć z czasów szkolnych, ale udało nam się znaleźć zdjęcie z wycieczki szkolnej do Wieliczki z 1965 r. oraz z koleżankami i kolegami z ogródka szkolnego.   

 

       

 

 

                                                                                                                                                                                                                       

Klaudia Grabowicz
klasa VII

Mój tata chodził do Szkoły Podstawowej im. P. Stalmacha w Bażanowicach w latach 1981-88. Jego ulubionymi przedmiotami były wf i historia. Nie było dodatkowych zajęć. Nauczyciele dyscyplinowali uczniów, stawiając ich za karę do kąta.

Edukacja różniła się tym, że nie było możliwości korzystania z telefonów, laptopów. Psikusy, które zazwyczaj robił mój tata: na krzesło układało się szpilki lub pinezki i jak ktoś na nie usiadł, to krzyczał z bólu, lepiło się też kulki z plasteliny, a potem wkładało się je do słomki i dmuchało, celując w daną osobę.

Imprezy w szkole były podobne do dzisiejszych. Teraz w szkole są tablice interaktywne, a w tamtych czasach nie było takich gadżetów. W szkole nie było żadnych posiłków.

Bardzo często tata chodził na wagary. Po lekcjach, zamiast wracać do domu, chodził z kolegami po całych Bażanowicach.

Aidan Knight
Brunon Knight
klasa VII

Swoją przygodę z historią naszej szkoły rozpoczęliśmy od wizyty u p. Mieczysława Wadowskiego.

Pan Mieczysław urodził się 9 września 1945 r., chodził jeszcze do starej szkoły i opowiedział nam, co pamięta.

„Uczyła mnie moja mama Józefa Wadowska. Klasy były mieszane: dziewczynki z chłopcami. Michał (…) był moim najlepszym przyjacielem. Razem żeśmy obzajtowali. Tata też na początku pracował w szkole, ale nie pamiętam jako kto. Religia też była uczona w szkole”.

Następnie odwiedziliśmy naszą ciocię Gertrudę Orawską, która urodziła się w 1942 roku. Ciocia pamięta, że uczęszczała do starej szkoły. Była tylko jedna sala, w której uczyły się dzieci w różnym wieku, dziewczynki razem z chłopcami. Była tylko jedna pani nauczycielka, która uczyła wszystkie dzieci. W szkole nie było stołówki, więc dzieci przynosiły swoje kanapki. Mama cioci gotowała w przedszkolu, które znajdowało się w innym budynku.

Syn cioci, Zbyszek, chodził już do nowej szkoły w latach 1976-78. Lekcje odbywały się od poniedziałku do soboty. W tamtych latach było osiem klas. Klasa wujka liczyła 15 osób.

Bardzo się cieszymy, że mogliśmy porozmawiać z naszymi krewnymi na temat historii naszej  szkoły i dowiedzieć się, jak kiedyś wyglądała nauka.

Nina Błanik
klasa VII

– Babciu, czy według Ciebie, w szkole było lepiej kiedyś czy teraz?

– To jest bez porównania. Kiedyś nie było komputerów, komórek. Uczyliśmy się po dwie klasy w jednej sali, pisaliśmy na tablicach kredą i nie było tak wielu rzeczy, które są teraz.

 

– Czy szkoła bardzo się zmieniała od czasu, gdy Ty do niej chodziłaś?

– Tak, zmieniło się praktycznie wszystko. Budynek jest teraz dużo większy, jest więcej sal i wszystko jest nowoczesne.

 

– Czy nauczyciele uczyli tak jak teraz?

– Nie, teraz każdy nauczyciel jest od innego przedmiotu, a kiedyś jeden nauczyciel uczył kilku.

 

– Jak wspominasz lata szkolne?

– Moje lata szkolne były wspaniałe, miałam wiele koleżanek. Niestety po ukończeniu szkoły podstawowej nasze drogi się rozeszły.

 

– Ile wtedy było klas?

– W szkole w Bażanowicach było 5 klas, potem szło się do Goleszowa na dwa lata.

 

– Dziękuję za rozmowę.

Jakub Madejski
klasa VII

Szkoła mojego taty

 

Jaki był jego ulubiony przedmiot?

Odp: Nie miał ulubionych przedmiotów, ale w miarę lubił matematykę i fizykę.

Jakie były imprezy szkolne?

Odp: Tak jak teraz: bale kostiumowe i dyskoteki .

Jak czuł się w szkole?

Nie był superszczęśliwy, ale nie czuł się też źle.

Jak wyglądała edukacja?

Podobnie do naszej, tata mówi, że pierwsze, co robił, to zadanie domowe i pakowanie się do szkoły po powrocie do domu.

W kim się kochał?

Kochał się we dwóch dziewczynach, w których wszyscy się kochali.

Jaka była dyscyplina?

Nauczycielki  upominały słownie, lecz ich pan z polskiego, który dorastał w trakcie II wojny światowej, dyscyplinował uczniów drewnianą linijką.

Kto był jego wychowawcą?

Jego wychowawczynią była pani Odias.

Czy miał jakieś zajęcia dodatkowe?

Nie, ale jego pani z muzyki chciała  żeby chodził na chór.

Jak wracał do szkoły i z kim?

Czasem pieszo z kolegami, a czasem sam na rowerze, a pod koniec 8 klasy nawet na motorze.

 

Michał Mączka
klasa VII

  • Cześć, mamo, mógłbym Ci zadać kilka pytań na temat twojej starej szkoły?
  • Oczywiście.
  • Możesz mi opisać swoją szkołę?
  • W czasach, kiedy ja uczęszczałam do szkoły w Bażanowicach, wejście do budynku było dokładnie w tym samym miejscu, co teraz. Szatnia była na dole, a prowadziły do niej nielubiane wahadłowe drzwi. Na dole była też sala gimnastyczna, do której przechodziło się obok dwóch budzących grozę pieców, buchających od czasu do czasu żywym ogniem. Na piętrze nic się nie zmieniło, brakuje tylko tablic chemicznych i fizycznych wiszących w szklanych gablotach w hallu. Na górze był drewniany sklepik, gdzie najbardziej pożądanymi produktami były świeże bułki i wata cukrowa. Pokój nauczycielski i gabinet dyrektora szkoły zostały zamienione miejscami. Jedynym nauczycielem, który nadal uczy, jest pani Dorota Gaś.
  • Ile miałaś osób w klasie?
  • 31 (9 dziewcząt i 22 chłopców).
  • Lubiłaś swoją klasę?
  • Tak, z większością osób kontakt utrzymuję do dziś.
  • Jaki przedmiot lubiłaś najbardziej, a jaki najmniej?
  • Historia była moją ulubioną lekcją, najmniej ulubioną – matematyka.
  • Byłaś lubiana w swojej klasie?
  • Chyba tak.
  • Dobrze się uczyłaś?
  • Byłam przeciętną uczennicą.
  • Mogłabyś opowiedzieć jakąś historię z lat szkolnych?
  • Był to eksperyment z hodowlą pleśni na chlebie, którą wyłożyliśmy na biurko pani Różyckiej, na widok czego pani Ania wpadła w panikę i wezwała dyrektora.
  • Lubiłaś swoich nauczycieli?
  • Tak, bez wyjątku.
  • Z jakiego przedmiotu miałaś najlepsze oceny?
  • Z historii.
  • Lubiłaś się uczyć?
  • Lubiłam się uczyć przedmiotów humanistycznych. Ze ścisłych musiałam…
  • Dziękuję. Nie mam więcej pytań.

 

Maja Nowak
klasa VII

Mój tata zaczął uczęszczać do szkoły w Bażanowicach 31 lat temu (w roku 1989). Jego ulubionymi przedmiotami były wf i historia. Lubił historię, bo łatwo ją przyswajał i nie musiał jej się uczyć na pamięć.

Były również zajęcia dodatkowe: SKS i chór. Mój tata lubił SKS, ale lubił też rozrabiać…

Na przerwach chłopcy grali w piłkę, która była zrobiona ze sreberka po kanapkach.

Za nieodpowiednie zachowanie były wpisywane uwagi. Zdarzało się też, że niektórzy nauczyciele bili linijką po dłoniach lub ciągnęli za włosy na skroni.

Odbywały się również zawody sportowe, np. gminne zawody sportowe w ping-ponga, piłkę nożną lub siatkówkę. Były także dyskoteki szkolne, na które uczęszczały starsze klasy.

Mateusz Strządała
klasa VII

Przy niedzielnym obiedzie z rodzicami zadałem mojej mamie kilka pytań związanych z jej edukacją.

Moja mama, kiedy chodziła do szkoły, na pewno uczyła się matematyki, j. polskiego, j. rosyjskiego, techniki oraz jej ulubionego przedmiotu czyli plastyki.

W czasach, gdy moja mama chodziła do szkoły, nauczyciele byli bardzo surowi i wymagający. Wtedy karą za zrobienie psikusa nauczycielowi lub zrobienie czegoś złego było ciągnięcie za ucho lub uderzenie linijką w ręce ucznia. Były to bardzo bolesne kary.

Moja mama ponoć była bardzo grzecznym dzieckiem i nie robiła nikomu psikusów. Mama też mówi, że edukacja była o wiele łatwiejsza niż dziś.

W szkole były też dyskoteki, bale przebierańców, imprezy andrzejkowe, kolędowanie oraz wigilijki szkolne.

Na przerwach w tamtych czasach trzeba było chodzić w kółko po korytarzu. Obowiązkowo trzeba było mieć fartuszek oraz przyszytą tarczę z nazwą szkoły.

Kamil Sidzina
klasa VII

  • Ile lat chodziłaś do nowej szkoły, babciu?
    – Do nowej szkoły chodziłam 3 lata (1970-1973).

    – Czy swobodnie ubieraliście się do szkoły?
    – Nie, obowiązkowe były mundurki oraz tarcza z nazwą i miejscowością szkoły na lewym przedramieniu.

    – Ilu było was w klasie?
    – W klasie było nas 27.

    – Z kim siedziałaś w ławce?
    – Z koleżanką o imieniu Zosia.

    – Czy w szkole była biblioteka?
    – Biblioteka była i było w niej dużo książek.

    – Jak nauczyciele traktowali niegrzecznych uczniów?
    – Niektórzy nauczyciele stosowali kary cielesne, np. rwanie za uszy, szarpanie za włosy, uderzanie linijką po dłoniach albo w plecy.

    – Czy uczyliście się języków obcych?
    – Tak, ale tylko rosyjskiego.

    – Czy uczyliście się religii?
    – Była religia, ale nie w szkole. Lekcje religii odbywały się w Dzięgielowie, w kaplicy Eben-Ezer.

    – Czy odbywały się jakieś zajęcia dodatkowe?
    – Z zajęć dodatkowych był: SKS, chór, tańce.

    – Jakie przedmioty szkolne lubiliście najbardziej?
    – Najbardziej lubiane przedmioty szkolne to: muzyka, plastyka, wf.

    – Czy pamiętasz jakieś imprezy szkolne?
    – Były bale przebierańców, ale w młodszych klasach.

    – Czy jeździliście na wycieczki szkolne?
    – Tak, były to wycieczki jednodniowe do różnych miast w Polsce i w góry.

 

 

Przewiń do góry